wtorek, 18 września 2018

Konkurs na największego pedofila, czyli jak się obronić kosztem ofiary i samego siebie.

Ze względu na powieść, którą planuję napisać, zainteresowałam się ostatnio tematem pedofilii i wykorzystań seksualnych w kościołach. I powiem wam, że jestem przerażona nie tyle skalą występowania tych przestępstw, ile tym, jak społeczeństwo na nie reaguje.

Oto mały wycinek tego, co często widzę w Internecie - tak z przymrużeniem oka.

ATEISTA
Kościół to zbiorowisko pedofilów! Nie dla mszy! Nie dla religii! Nie dla poszerzania majątków zboczeńców w sutannach!

KATOLIK
To kłamstwo! To nagonka! To atak! Kościół katolicki wcale nie ma największego odsetku pedofilii! Zarejestrowano więcej przypadków wśród protestantów, nauczycieli i innych grup społecznych!

ATEISTA I PROTESTANT
Nieprawda! Otwórzcie oczy! To u was bez przerwy wybuchają jakieś skandale!

KATOLIK
My przynajmniej za nie przeprosiliśmy! A wy nie!

ŚWIADEK JEHOWY
Przepraszam za przerywanie tej kłótni, ale czy znaleźliby państwo chwilę, by porozmawiać o czystości i Jezusie?

ATEISTA, KATOLIK I PROTESTANT
Jehowcy?! A tych pedofili skąd tu przywiało?! A kysz!

kurtyna

Znacie to powiedzenie o kaczce, która staje się łabędziem, gdy porówna siebie z innymi kaczkami? Po angielsku brzmi ono znacznie lepiej: When a duck compares himself with other ducks, he crowns himself a swan. Nasz świat składa się właśnie z takich kaczek i wiele z nich nosi korony na łebkach, założone własnymi płetwami. Sama też obrosłam piórami, a na dziobie obracam pozłacanym diademem, próbując się go wreszcie pozbyć na dobre.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam na celu wrzucania wszystkich do jednego wora i twierdzenia, że każdy ateista, katolik, protestant, świadek Jehowy czy przedstawiciel innej grupy tak się kłóci, bo to nieprawda. Nie widzę też nic złego w sporządzaniu statystyk przestępstw seksualnych, napominaniu innych ludzi i wskazywaniu im ich grzechów, póki dzieje się to w celu ogarnięcia sytuacji, pokazania komuś Jezusa, uratowania drugiej osoby przed piekłem i sprowadzenia jej na dobrą drogę. Problem polega na tym, że w przypadku skandali seksualnych często używa się cudzych występków i rosnących słupków wyrządzonych krzywd do przysłonienia własnych złych czynów. "Tak, nasz kościół ma przypadki pedofilii, ale to nic w porównaniu z tamtym kościołem". "Tak, co niektórzy księża czy pastorzy molestują dzieci, ale wierzcie mi, to nic. To, co się dzieje w szkołach czy innych miejscach to dopiero horror".

Powiedzcie mi tylko jedno - co konkretnie można wygrać w tym konkursie na największego kryminalistę? Sławę? Poprawę wizerunku w cudzych oczach? Zmniejszone wyrzuty sumienia?

Jedno jest pewne. Dzięki kłótniom tego rodzaju możemy powiększyć cztery rzeczy, których nadmiar prędzej czy później nas zabije.

1. PYCHA
Ciągłe skupienie na cudzych błędach sprawia, że przestajemy widzieć własne pomyłki. Chyba nie potrzeba tłumaczyć, jak bardzo jest to groźne.

2. HIPOKRYZJA



Gdy powróci Chrystus i nadejdzie sąd ostateczny, gwarantuję, że wymówka "Ale ta i ta grupa miała więcej skandali seksualnych!" nie przejdzie i każdy odpowie za swoje własne grzechy, z których się nie nawrócił i których nie wyznał Bogu. Zasłanianie się cudzymi występkami nie ma najmniejszego sensu. To w niczym nie pomaga i ośmiesza każdego, kto próbuje się bronić w taki sposób.



Nasz Pan widzi wszystko i nie da się z siebie naśmiewać.

3. PRZESTĘPSTWA SEKSUALNE
Kurz, którego się nie ściera, tylko wzrasta i coraz bardziej brudzi meble. Tak samo stanie w miejscu i okładanie się szufelkami po głowach niczego nie zmienia. Wręcz tylko szkodzi, możecie mi wierzyć.

Bałagan sam się nie wysprząta. Zamiast wykłócać się, kto jest gorszy, niech KAŻDY weźmie miotełkę i zacznie sprzątać WŁASNY kawałek świata.

4. BRAK MIŁOŚCI
Powiem coś, co jest teoretycznie oczywiste, ale w praktyce różnie z tym bywa - skandale seksualne to nie tylko zniszczony wizerunek kościołów, czy grup społecznych. Do każdego gwałtu czy molestowania potrzeba co najmniej dwojga - oprawcy i ofiary. Czy ktoś jeszcze pamięta o ofiarach? O ich traumie, bólu, strachu? O tym, że często czują się brudne i zbrukane? W jaki sposób ma im pomóc konkurs na największego pedofila?

KAŻDA KRZYWDA wyrządzona drugiej osobie to O JEDNĄ KRZYWDĘ ZA DUŻO. Priorytetem wszystkich kościołów i grup społecznych powinno być oddanie sprawców przestępstw seksualnych organom ścigania i zapewnienie ofiarom złego dotyku opieki dla odzyskania choć częściowego spokoju na duszy. Zamiast tego mamy miniwojny, kto jest gorszy, a kto lepszy, a ofiary są zepchnięte na margines. A potem wszyscy się dziwią, dlaczego niektóre z nich decydują się milczeć, zamiast zgłosić się na policję.



KONKLUZJA
Nazwijcie mnie niepoprawną idealistką, ale bardzo bym chciała zobaczyć na świecie poniższy obrazek:

ATEIŚCI
Zaobserwowaliśmy wiele przypadków przestępstw seksualnych w różnych grupach społecznych.

KATOLICY
Tak, w naszych kręgach również nastąpiła eskalacja owego problemu.

PROTESTANCI
I u nas występuje ten problem.

ŚWIADKOWIE JEHOWY
U nas także.

WSZYSCY
Widzieliśmy pedofilię, gwałty i molestowanie w innych grupach i kościołach, zwracaliśmy na nie uwagę, ale nie staraliśmy się dostrzec ogromu problemu we własnych kręgach. Jest nam przykro, że bagatelizowaliśmy cierpienie osób podszkodowanych, czujemy się winni. Pora coś zmienić. Niech każdy z nas stara się zmniejszyć występowanie przestępstw seksualnych poprzez natychmiastowe zgłaszanie każdego przypadku na policję i aktywne wspieranie ofiar. Nie traćmy więcej czasu na niepotrzebne kłótnie i zamiatanie problemu pod dywan - działajmy.

Pokora, przyznanie się do błędu, zwrot o 180 stopni i działanie na rzecz pokrzywdzonych. To tylko tyle - i aż tyle.

Koniec końców nie ma znaczenia, ile przestępstw seksualnych wystąpiło tu czy tam. Liczy się to, co zrobiono w ich sprawie.

środa, 18 lipca 2018

W tył zwrot, naprzód marsz.

Po długich rozmyślaniach stwierdziłam, że pora na zmianę koncepcji tego bloga.

Spędziłam zbyt wiele czasu próbując naśladować inne strony o tematyce chrześcijańskiej. Poświęciłam zbyt wiele godzin na zamartwianie się, jak zostanę odebrana i co inni sobie pomyślą. W efekcie przestałam pisać, przestałam tworzyć zdjęcia z cytatami, zgubiłam gdzieś wenę i chęci do pracy, a przed wszystkim samą siebie, nie mówiąc już o moim Zbawicielu. Nie tędy droga.

Zrozumiałam, że jestem lustrem. Niczym odbicie powtarzam cudze gesty, słowa, zachowania. Gdy przyglądam się samej sobie, widzę tunel prowadzący donikąd. A potem błądzę w nim, obijając się o wyolbrzymione ściany problemów, potykam się o zbyt wiele myśli i nic nie widzę, bo klapki skupienia na samej sobie zasłaniają mi oczy.

Brzdęk!

Nie możemy sami siebie zbawić i uwolnić od grzechu. "U ludzi to rzecz niemożliwa, ale u Boga wszystko jest możliwe" (Mat 19, 26). Dlatego cieszę się, że Pan pokazał mi źródło problemu i przyozdobił je misterną pajęczyną pęknięć, by w przyszłości rozbić dawną mnie na milion kawałków.

Brak mi pewności siebie. Szukałam jej w niewłaściwym miejscu - w aprobacie ze strony innych ludzi. Ten blog powstał, by oddać chwałę Stwórcy, jednak gdzieś po drodze przeniosłam wzrok z nieba na moje niedowartościowane ego. Lecz od dziś z tym koniec.

Jezus jest krzewem winnym, a ja latoroślą. Jeśli będę w Nim trwać, a On we mnie, wydam wiele owocu; bo bez Niego nic uczynić nie mogę (Jan 15, 5). Dlatego powinnam spojrzeć na Niego i podążać za Nim, a On mnie odmieni na swoje podobieństwo. Bez Niego nie warto nawet marzyć o zmianie na lepsze.

Nadeszła pora, by pisać szczerze, bez udawania kogoś, kim nie jestem. Nadeszła pora, by nie oglądać się za siebie z obawy o cudze zdanie.

Nadeszła pora, by bardziej zbliżyć się do Boga, a oddalić od samej siebie. W tył zwrot. Naprzód marsz.