środa, 18 lipca 2018

W tył zwrot, naprzód marsz.

Po długich rozmyślaniach stwierdziłam, że pora na zmianę koncepcji tego bloga.

Spędziłam zbyt wiele czasu próbując naśladować inne strony o tematyce chrześcijańskiej. Poświęciłam zbyt wiele godzin na zamartwianie się, jak zostanę odebrana i co inni sobie pomyślą. W efekcie przestałam pisać, przestałam tworzyć zdjęcia z cytatami, zgubiłam gdzieś wenę i chęci do pracy, a przed wszystkim samą siebie, nie mówiąc już o moim Zbawicielu. Nie tędy droga.

Zrozumiałam, że jestem lustrem. Niczym odbicie powtarzam cudze gesty, słowa, zachowania. Gdy przyglądam się samej sobie, widzę tunel prowadzący donikąd. A potem błądzę w nim, obijając się o wyolbrzymione ściany problemów, potykam się o zbyt wiele myśli i nic nie widzę, bo klapki skupienia na samej sobie zasłaniają mi oczy.

Brzdęk!

Nie możemy sami siebie zbawić i uwolnić od grzechu. "U ludzi to rzecz niemożliwa, ale u Boga wszystko jest możliwe" (Mat 19, 26). Dlatego cieszę się, że Pan pokazał mi źródło problemu i przyozdobił je misterną pajęczyną pęknięć, by w przyszłości rozbić dawną mnie na milion kawałków.

Brak mi pewności siebie. Szukałam jej w niewłaściwym miejscu - w aprobacie ze strony innych ludzi. Ten blog powstał, by oddać chwałę Stwórcy, jednak gdzieś po drodze przeniosłam wzrok z nieba na moje niedowartościowane ego. Lecz od dziś z tym koniec.

Jezus jest krzewem winnym, a ja latoroślą. Jeśli będę w Nim trwać, a On we mnie, wydam wiele owocu; bo bez Niego nic uczynić nie mogę (Jan 15, 5). Dlatego powinnam spojrzeć na Niego i podążać za Nim, a On mnie odmieni na swoje podobieństwo. Bez Niego nie warto nawet marzyć o zmianie na lepsze.

Nadeszła pora, by pisać szczerze, bez udawania kogoś, kim nie jestem. Nadeszła pora, by nie oglądać się za siebie z obawy o cudze zdanie.

Nadeszła pora, by bardziej zbliżyć się do Boga, a oddalić od samej siebie. W tył zwrot. Naprzód marsz.